Strony

29 sierpnia 2026

Józef Oxiński w Towarzystwie Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania Polskiego 1863/64

Losy uczestników powstania styczniowego nie zakończyły się wraz z upadkiem walk w 1864 roku. Wielu powstańców, którzy po klęsce powstania znaleźli się na emigracji lub na terenie innych zaborów, przez lata zmagało się z trudną sytuacją materialną. Szczególnie dotyczyło to tych, którzy po wydarzeniach 1863–1864 roku osiedlili się w Galicji, pozostając często bez stałego źródła utrzymania.

Właśnie z myślą o takich osobach powstało Towarzystwo Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania Polskiego 1863/64 r. Była to organizacja o charakterze samopomocowym, działająca w Galicji, której celem było niesienie pomocy byłym powstańcom – zarówno materialnej, jak i niematerialnej. Towarzystwo skupiało uczestników powstania, którzy po jego upadku znaleźli się w trudnym położeniu i potrzebowali wsparcia.

Do grona członków Towarzystwa należał również Józef Oxiński, jeden z uczestników powstania styczniowego. Jak wynika z zachowanej dokumentacji, 22 lutego 1889 roku został przyjęty do Towarzystwa w charakterze członka czynnego.

Informacja ta ma szczególne znaczenie biograficzne. Pokazuje bowiem, że ćwierć wieku po upadku powstania styczniowego Józef Oxiński nadal pozostawał związany ze środowiskiem jego uczestników. Towarzystwo było nie tylko instytucją pomocy, ale także formą podtrzymywania więzi pomiędzy dawnymi powstańcami i świadectwem pamięci o wydarzeniach 1863/64 roku.

Dla Józefa Oxińskiego rok 1889 był więc kolejnym ważnym momentem w jego powstańczej biografii – tym razem już nie na polu walki, lecz w środowisku ludzi, których połączyły wspólne doświadczenia powstania styczniowego.

22 lutego 1889 r. – Józef Oxiński zostaje członkiem czynnym Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Powstania Polskiego 1863/64 r.






Skany dzięki uprzejmości p. Marcina Niewaldy
Katalog Powstańców Styczniowych Genealogii Polaków
https://powstanie.okiem.pl

Tragiczna śmierć Jana Trzaski – kontrolera poczty granicznej w Kraszewicach

 W przedwojennej historii Kraszewic odnajdujemy wiele drobnych, prasowych wzmianek, które pozwalają dziś odtworzyć nie tylko wydarzenia, lecz także losy ludzi związanych z miejscowością. Jedną z nich jest wspomnienie pośmiertne poświęcone Janowi Trzasce, pracownikowi administracji granicznej, który zmarł po długiej i ciężkiej chorobie.

Kontroler poczty granicznej w Kraszewicach

Jan Trzaska pełnił funkcję kontrolera poczty granicznej w Kraszewicach, a więc pracował w miejscu szczególnie istotnym dla funkcjonowania ówczesnej granicy państwowej. W artykule zaznaczono, że jego stanowisko znajdowało się „naprzeciw Komory Celnej w Podgrabowie”.

Kraszewice, położone w bezpośrednim sąsiedztwie granicy, były w tym okresie miejscem, gdzie koncentrował się ruch związany z kontrolą graniczną, pocztą oraz wymianą handlową. Praca osób zatrudnionych w służbach granicznych wymagała więc odpowiedzialności i codziennego kontaktu zarówno z mieszkańcami okolicy, jak i osobami przekraczającymi granicę.

Śmierć w wieku zaledwie 32 lat

Jak informuje nekrolog, Jan Trzaska zmarł 13. dnia miesiąca po długiej i ciężkiej chorobie. Miał zaledwie 32 lata. Jego śmierć była szczególnie bolesna dla najbliższych, ponieważ pozostawił żonę oraz troje małych dzieci.

Autor wspomnienia nie ograniczył się jednak do podania informacji o śmierci. Przedstawił Jana Trzaskę jako człowieka, który cieszył się dużym szacunkiem zarówno w środowisku zawodowym, jak i wśród mieszkańców okolicy.

Podkreślono jego religijność oraz przywiązanie do zasad wiary. Był przedstawiany jako wzorowy mąż i ojciec, gorliwy urzędnik, serdeczny przyjaciel oraz człowiek szlachetny i wrażliwy na potrzeby innych.

„Liczny orszak pogrzebowy”

O tym, jak dużym szacunkiem cieszył się zmarły, miała świadczyć jego ostatnia droga. W pogrzebie uczestniczyli nie tylko członkowie rodziny i znajomi, lecz także liczni urzędnicy oraz mieszkańcy okolicy.

Autor wspomnienia zwraca uwagę na wyjątkowo liczny orszak pogrzebowy, widząc w nim świadectwo żalu całej lokalnej społeczności. Śmierć młodego urzędnika była bowiem stratą nie tylko dla jego rodziny, ale również dla środowiska, w którym przez lata pracował i żył.

Szczególnie przejmująco brzmi końcowa część tekstu, w której autor zwraca uwagę na pozostawioną przez Jana Trzaskę rodzinę. Młoda wdowa i troje dzieci zostały bez męża i ojca, a ich sytuacja musiała budzić współczucie mieszkańców Kraszewic i okolic.

Świadectwo życia Kraszewic sprzed lat

Ten krótki prasowy nekrolog jest dziś cennym źródłem do poznania historii Kraszewic. Nie tylko utrwala pamięć o Janie Trzasce, ale także pokazuje funkcjonowanie miejscowości jako ośrodka związanego z ochroną i obsługą granicy państwowej.

Jest również świadectwem ówczesnych relacji społecznych. Z tekstu wyłania się obraz niewielkiej społeczności, w której śmierć młodego, szanowanego urzędnika była wydarzeniem dotykającym szerokiego grona mieszkańców.

Dla współczesnego czytelnika szczególnie poruszający pozostaje fakt, że za krótką prasową notatką kryje się historia 32-letniego człowieka, jego żony i trojga małych dzieci. Dzięki zachowanej wzmiance możemy dziś przywrócić pamięci Jana Trzaskę – jednego z urzędników związanych z przedwojennymi Kraszewicami i tutejszą granicą.

Zródło: Kurjer Warszawski. 1850, № 254 (27 września) s. 2

Czajków ponownie samodzielną gminą (1982). „Powinno ubyć trosk”

 W 1982 roku Czajków ponownie stał się samodzielną gminą. Było to zwieńczenie trwających około dziesięciu lat starań miejscowych działaczy i mieszkańców, którzy nie pogodzili się z wcześniejszymi zmianami administracyjnymi.

W 1972 roku Czajków utracił możliwość samodzielnego rozstrzygania o własnych sprawach. Początkowo planowano włączenie miejscowości do gminy Kuźnica Grabowska, czemu mieszkańcy zdecydowanie się sprzeciwili. Ostatecznie zarówno Czajków, jak i Kuźnica Grabowska znalazły się w granicach gminy Grabów. Jak zauważa autor artykułu, w ten sposób powstała największa gmina w ówczesnym województwie kaliskim i jedna z największych w kraju.

Reaktywowanie gminy nastąpiło po dziesięciu latach oczekiwania i zabiegów. Nowa jednostka administracyjna obejmowała około 7000 hektarów, z czego około 3000 ha stanowiły użytki rolne. Zamieszkiwało ją 3043 mieszkańców. Charakterystycznym elementem krajobrazu były rozległe kompleksy leśne, zajmujące około 42 procent powierzchni gminy. Na licznych stawach funkcjonowało Państwowe Gospodarstwo Rybackie „Królewskie”, zajmujące się hodowlą karpia.

Nowe władze gminy otrzymały do dyspozycji dawny budynek Gromadzkiej Rady Narodowej. W pobliżu znajdował się ośrodek zdrowia, w którym pracowało dwóch lekarzy. We wrześniu 1982 roku powołano również Zbiorczą Szkołę Gminną. Czajków posiadał już wówczas dobrze wyposażoną bazę Gminnej Spółdzielni, placówki handlowe i gastronomiczne oraz własną piekarnię. W każdej z sześciu wsi sołeckich działało kółko rolnicze zapewniające rolnikom obsługę techniczną.

Pierwszym naczelnikiem reaktywowanej gminy został Jerzy Łuszczek. Jego pierwsze dni urzędowania wypełniły rozmowy z mieszkańcami. Już pierwszego dnia przyjął 15 interesantów, którzy zgłaszali sprawy związane m.in. z rolnictwem, meldunkami i opieką społeczną. Rozmawiano także z osobami zainteresowanymi pracą w Urzędzie Gminy.

Przed nowym naczelnikiem i mieszkańcami stało jednak wiele problemów. Szczególnie pilne były kwestie dróg, wodociągów, komunikacji i rozwoju infrastruktury. Łuszczek zapowiadał, że będzie zabiegał o pomoc i środki finansowe na szczeblu wojewódzkim, jednocześnie licząc na aktywność samych mieszkańców.

W artykule mocno wybrzmiewa przekonanie, że odzyskanie własnej administracji powinno oznaczać również większą odpowiedzialność mieszkańców za rozwój miejscowości. Autor zwraca uwagę, że gmina była najmniejszą jednostką tego typu w województwie, dlatego jej możliwości finansowe były ograniczone. Nadzieję wiązano więc także z czynami społecznymi i zaangażowaniem mieszkańców.

Artykuł opublikowany pod znamiennym tytułem „Powinno ubyć trosk” jest dziś interesującym świadectwem pierwszych dni samodzielności Czajkowa. Pokazuje nie tylko administracyjne odtworzenie gminy, ale również stan miejscowej infrastruktury, organizację życia społecznego i gospodarczego oraz oczekiwania mieszkańców u progu lat 80.


Głos Wielkopolski. 1982.10.04 R.38 nr162 Wyd.AB

28 sierpnia 2026

Głuszyna w II połowie XVI wieku

 57 k. 46v.-47 Kraków, 

20 stycznia 1588 

Król, za wstawiennictwem pewnych doradców, potwierdza prawa Wawrzyńca Rostogi do posiadania i użytkowania kuźnicy zwanej Głuszyna w dzierżawie grabowieckiej. Rostoga zobowiązany jest płacić określony czynsz dzierżawcy grabowieckiemu. Kuźnica wróci po śmierci dzierżawcy do dyspozycji monarchy dopiero po spłacie sum na niej ciążących. jęz. łac

Źródło: Księga wpisów podkanclerzego Wojciecha Baranowskiego MK 134 z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie 1587-V 1588, t. III, pod redakcją Wojciecha Krawczuka, Kraków 2004

24 sierpnia 2026

Pierwszy targ w Kraszewicach (1898)

W 1898 roku na łamach prasy ukazała się krótka, ale niezwykle interesująca informacja o targach w Kraszewicach. Jak pisano, wieś położona „między Kaliszem a Wieluniem” otrzymała właśnie możliwość organizowania regularnych targów, na co mieszkańcy od dawna oczekiwali.

Pierwszy targ odbył się 17 maja 1898 roku i – jak relacjonował autor podpisujący się „Parafjanin” – zgromadził wielu ludzi, choć do Kraszewic przybyli przede wszystkim miejscowi gospodarze oraz kupcy z najbliższej okolicy. Powodem była zapewne nie tylko odległość od większych miast, ale również obowiązująca wówczas zasada, że targi w Kraszewicach odbywać się będą tego samego dnia co targi w pobliskim Grabowie.

Nie zabrakło jednak zboża, żywego dobytku ani drobnego handlu. Gospodynie przybyły ze swoimi wyrobami, a szczególne uznanie autora zdobyły ich „wytwory gospodarstwa kobiecego”. Wśród uczestników pierwszego targu wymieniono m.in. Józefa Golanowskiego, Pawła Bedkę i Jana Wójcika, a także miejscowego proboszcza, ks. kanonika Gutmanowi, któremu przypisywano znaczne zasługi w doprowadzeniu do utworzenia targów.

Od tej pory targi miały odbywać się stale, dwa razy w miesiącu – we wtorek po 13. dniu każdego miesiąca.

Ta krótka prasowa notatka pozwala zajrzeć do Kraszewic sprzed ponad wieku i zobaczyć wieś, która właśnie zyskiwała nowe znaczenie jako lokalny ośrodek handlu i spotkań mieszkańców całej okolicy.

Dziękuje p. Magdalenie Jeziornej za podzielenie się materiałem

Żródło: Gazeta Świąteczna nr 908 z 29 maja 1898


19 sierpnia 2026

Biblioteczka Szkiców historycznych nr 34 - Kazimierz Lewiński

Miał zaledwie 29 lat. Był nauczycielem, pracował w szkołach w Mielcuchach i Michałowie, a jako podporucznik rezerwy Wojska Polskiego został zmobilizowany we wrześniu 1939 roku. Po dostaniu się do niewoli sowieckiej trafił do obozu w Kozielsku, skąd wiosną 1940 roku został wywieziony i zamordowany przez NKWD w Katyniu.

Kazimierz Lewiński (1911–1940) – nauczyciel, oficer i jedna z ofiar zbrodni katyńskiej. Jego historię przypominamy w przygotowywanym opracowaniu poświęconym jego życiu, służbie i współczesnym formom upamiętnienia.

Proszę nie klikać w płatne opcje tylko po kliknieciu w link należy przewinąc w dół



Kazimierz Lewiński (1911–1940) Nauczyciel, podporucznik rezerwy Wojska Polskiego, ofiara zbrodni katyńskiej