Strony

2 września 2020

Zbrodnia Wermachtu w Mącznikach - 3 września 1939



Obelisk znajdujący się we wsi Mączniki upamiętnia, że w tej miejscowości 3 września 1939 roku rozstrzelano 17 Polaków. W roku 1964 postawiono pomnik ku czci pomordowanych z inicjatywy Koła ZBOWiD w Kraszewicach.

Znane mi są dwa opisy tego tragicznego wydarzenia:

Pierwszy to świetne opracowanie p. Eugeniusza Kaczmarka z roku 1979, oparte na badaniach akt śledztwa Okręgowej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich. Opisy cytuje w całości, bez skrótów aby pokazać obraz zbrodni na naszych rodakach i okrucieństwa wojny.

Eugeniusz Kaczmarek (Kalisz)

ZBRODNIE WEHRMACHTU WE WSI MĄCZNIKI, WOJ. KALISKIEGO

(opracowano na podstawie akt śledztwa Okręgowej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu – Delegatura w Kaliszu. III. Ds. 49/68).

W pierwszych dniach września 1939 r. oddziały VIII-mej armii niemieckiej, dowodzonej przez gen. Blaskowitza posuwały się z kierunku Sycowa na Grabów, Brzeziny, Błaszki i Sieradz. Wojska polskie na tym odcinku oporu nie stawiały i w dniu 3 września 1939 r. oddziały niemieckie zajęły wieś Mączniki, leżącą na drodze Grabów-Brzeziny. Ludność cywilną, która masowo uciekała przed Niemcami wzywano do powrotu do domów i część ludności wezwania tego usłuchała.

W nocy z 3-go na 4 września 1939 r. z niewyjaśnionych przyczyn wybuchła w okolicy strzelanina oraz zapłonęły zabudowania w graniczącej z Mącznikami wsi Ostrów Kaliski. Stanisław Baś z Kaliszkowic, jego sześcioro dzieci, a wśród nich 10-letni Bolesław Baś oraz o rok od niego starsza siostra Janina wraz z Marianną Fiłka i jej ojcem Andrzejem Fiłka zatrzymali się na noc w zagrodzie Józefa Walczaka w Mącznikach. W nocy w obejściu Walczaka zapłonął budynek gospodarczy. Stanisław Baś z Marianną Fiłka i dwojgiem dzieci zbiegł do pobliskiego lasu. Walczak i Fiłka umieścili pozostałe dzieci na wozach i odjechali z nimi na pobliskie pastwisko. Po kilkunastu minutach na pastwisku zjawiło się kilkunastu żołnierzy niemieckich, którzy zabrali mężczyzn i dzieci ze sobą i zaprowadzili przed dom Józefa Bochna w Mącznikach. Dom Bochna leży na samym końcu wsi Mączniki tuż na granicy ze wsią Ostrów Kaliski, przy drodze po prawej stronie z kierunku Brzezin na Grabów. Przed domem Bochna było Wówczas mnóstwo żołnierzy niemieckich i pojazdów wojskowych, a tuż obok bramy prowadzącej na podwórze, twarzą do drogi stało 6 lub 7 mężczyzn w ubraniach cywilnych, z rękoma podniesionymi do góry. Przy jednym z mężczyzn stała 4-letnia dziewczynka. Dzieci Basia oraz Walczaka i Filka dołączono do stojących w szeregu mężczyzn, polecając wszystkim podnieść ręce do góry. Stojącym w szeregu mężczyznom przeszukiwano odzież w ten sposób, że żgano ich i szturchano bagnetami, osadzonymi na karabinach. Jeden z obszukiwanych w ten sposób mężczyzn pochylił się na bok i jęczał. Następnie jeden z żołnierzy, widocznie starszy rangą wygłosił krótkie przemówienie w języku niemieckim, podczas którego inni żołnierze stali na baczność.

Po zakończeniu tego przemówienia wystąpiło 3-ch żołnierzy, w hełmach na głowach, uzbrojonych w karabiny z osadzonymi na nich bagnetami. Podeszli oni do mężczyzny, który stał w rzędzie pierwszy, zawiązali mu ciemną tkaniną oczy, następnie zaś poszturchując go bagnetami skierowali w głąb podwórza Bochna, gdzie po chwili padły trzy strzały. Było wówczas jeszcze ciemno, tak, że na plecach tego mężczyzny widać było płomienie ognia. Po chwili ci żołnierze wrócili i zawiązali z kolei oczy Józefowi Walczakowi, którego również przy pomocy bagnetów zaprowadzili w głąb podwórza Bochna i tam pozbawili życia trzema strzałami. W ten sam sposób został kolejno rozstrzelany Andrzej Fiłka.

Gdy przyszła kolej na 11-letnią Janinę Baś ta rzuciła się do nóg żołnierzom, całowała ich po rękach i błagała o darowanie życia. Wtedy jeden z żołnierzy wziął ją za rękę i odprowadził na bok. Janina Baś wyprowadziła ze sobą z szeregu swego brata Bolesława, dwie młodsze siostry i nieznaną jej 4-letnią dziewczynkę, której ojciec został rozstrzelony na samym początku egzekucji.

Dzieci, opuszczając Mączniki słyszały jeszcze strzały i widziały palące się zabudowania we wsi Ostrów Kaliski.

W dniu 3 września 1939 r. Teodozja Kędzierska wróciła po jednodniowej ucieczce na swoje gospodarstwo do wsi Ostrów Kaliski. Wraz z nią wrócili jej mąż Idzi Kędzierski, jego ojciec

Józef lat ok. 65, brat męża Jan Kędzierski, lat 17, ojciec Antoni Szuleta oraz kuzyn Stefan Szuleta.

W nocy z 3-go na 4 września wybuchł pożar we wsi Ostrów Kaliski, który obejmował coraz to nowe zabudowania. Obawiając się o los dzieci, z których jedno miało kilka dni, Teodozja Kędzierska schroniła się do pobliskiego lasu, wszyscy zaś mężczyźni pozostali w domu, usuwając z zabudowań gospodarczych maszyny rolnicze. Gdy Kędzierska wróciła nazajutrz do domu, żadnego z mężczyzn w nim nie zastała.

Wieczorem 3-go września 1939 r. małżonek Józef i Eleonora Pieruccy wraz z dwojgiem dzieci oraz sąsiadami Bednarkami, którzy mieli przy sobie syna Władysława zatrzymali się na noc we wsi Ostrów Kaliski gdyż widzieli z daleka jak we wsi Mączniki płoną ich zabudowania, podobnie jak zabudowania Jankowskich i Walczaków. W nocy Pierucka z dziećmi położyła się spać, a jej mąż oraz Antoni Bednarek pozostali na podwórzu, przy wozach. Nocą przybyli na miejsce żołnierze niemieccy, którzy zabrali ze sobą Pieruckiego i Bednarka.

W nocy z 3-go na 4 września 1939 r. powracała z ucieczki ze strony Brzezin rodzina Stempniaków z Marszałek oraz Rozalia Matyjakowa z czworgiem dzieci. Wraz z wozami zatrzymali się oni na polu między wsiami Ostrów Kaliski i Mączniki, w pewnej odległości od drogi. Drogą tą posuwały się oddziały wojsk niemieckich i słychać było strzały. W pewnej chwili pociski zaczęły padać w stronę wozów, przy których leżały na ziemi obie rodziny. Od pocisków tych zostali zabici na miejscu Ignacy Stempniak oraz Czesław Matyjak. Natomiast 4-letnia Maria Stempniak i 10-letni Stanisław Matyjak zostali ciężko ranni. Nad ranem gdy zrobiło się widno do wozów zbliżyli się żołnierze niemieccy, którzy kazali Stempniakowej i Matyjakowej uciekać, nie pozwalając im zabrać ani rannych, ani wozów.

W nocy z 3 na 4 września 1939 r. mieszkaniec wisi Mączniki, Franciszek Nijak obserwował z daleka pożar w okolicy zabudowań swoich rodziców. Z odległości 50 m słyszał krzyk swojej matki: „Jezus Maria, Józefie Święty”. Rano, 4 września gdy udał się w stronę zabudowań rodziców, stwierdził, że zostały one doszczętnie spalone. W odległości ok. 10 m za domem mieszkalnym, w pobliżu kukurydzy Nijak znalazł zwłoki swego 70-letniego ojca Franciszka, lekko przypruszone ziemią. Franciszek Nijak miał dwie rany kłute szyi oraz ranę postrzałową w okolicy serca. Tuż za poletkami kukurydzy leżały zwłoki matki Nijaka, 54-letniej Józefy Nijak. Nie miała ona ran postrzałowych, natomiast dwie głębokie cięte rany na prawej nodze oraz dwie takież rany na prawym ramieniu: powyżej łokcia i na wysokości obojczyka. Były to rany głębokie, tak, że kości prawej nogi i prawego ramienia były obnażone i połamane.

Gdy Józef Jankowski powrócił 3-go września po południu z pobliskich lasów do swego gospodarstwa w Mącznikach, dowiedział się, że jego 68-letni ojciec, Jan Jankowski leży zabity na podwórzu u sąsiadów ok. 150 m od swego domu. Dom Jankowskich ocalał, natomiast zabudowania gospodarcze były doszczętnie spalone. Rano 4 września Jankowski obejrzał zwłoki swego ojca. Leżały one twarzą do ziemi i widać było na nich dwie rany kłute, jedną u nasady nosa, a drugą w lewym boku. Żołnierze niemieccy stwierdzili, że rany te pochodzą od bagnetu.

Maria Szkopek wraz ze swoim ojczymem, Franciszkiem Tomalą w drodze powrotnej z ucieczki ewakuacyjnej zatrzymali się między Ostrowem Kaliskim i Mącznikami. W nocy z 3-go na 4 września słychać było w okolicy strzelaninę z karabinów ręcznych i maszynowych. Strzelano również pociskami zapalającymi na słomiane strzechy zabudowań. Rano 4 września Maria Szkopek weszła do opuszczonej przez właścicieli zagrody Józefa Bochna w Mącznikach, aby zagrzać mleko dla dzieci. Na podwórzu zagrody zobaczyła ona jak świnia wyciąga jakieś zwłoki ludzkie, ukryte pod słomą. W mieszkaniu Bochna znajdował się żołnierz niemiecki, który zabronił jej tam wchodzić. Szkopek poinformowała o swoim odkryciu ojczyma, który się udał do zagrody Bochna, gdzie wykrył porozrzucane po całym podwórzu zwłoki 11 mężczyzn i 3-ga dzieci. Zwłok tych pilnował żołnierz niemiecki.

Franciszka Tomalę oraz innych mężczyzn zapędzili następnie żołnierze niemieccy do pozbierania i zakopania zwłok. Odzież na zwłokach była poszarpana, głowy porozbijane jak gdyby od uderzeń kolb karabinowych oraz pokrwawione. Przy zwłokach nie było czapek. Jeden chłopiec miał nogę urwaną, prawdopodobnie od granatu. Wśród nich znajdowały się zwłoki dziewczynki ok. 3 lat.

Te wszystkie zwłoki w ilości 14 zabrano razem i zakopano za płotem zagrody Bochna, w dole o rozmiarach 2X2 m, głębokim 1,5 m. Wśród zwłok Franciszek Tomala rozpoznał zwłoki Stempniaka oraz zwłoki dzieci Matyjaków z Marszałek.

Po upływie ok. tygodnia, między 10 a 12 września 1939 r. mieszkaniec Ostrowa Kaliskiego, Jan Spoton, na prośbę rodzin pomordowanych i za zgodą wojskowych władz niemieckich wykopał zagrzebane w obejściu Bochna zwłoki.

Zwłoki pomordowanych były rozpoznawane przez członków ich rodzin i stopniowo wywożone na cmentarz parafialny w Giżycach, gdzie je pochowano w jednej wspólnej mogile. Wśród zwłok Spoton ujawnił również dziewczynkę ok. 4 lat, poza tym reszta zwłok była płci męskiej. Zwłoki były trudne do rozpoznania, gdyż głowy były zbroczone krwią i zabrudzone ziemią. Wśród zamordowanych Spoton rozpoznał osobiście Bednarka, który miał rozbitą całą głowę oraz młodego Szuletę, którego odzież była rozcięta jakimś ostrym narzędziem. - Teodozja Kędzierska, która była przy ekshumacji zwłok rozpoznała wśród nich swego męża Idziego, który miał ranę postrzałową z tyłu głowy, ojca Antoniego Szuletę, u którego nie było widać żadnej rany oraz Józefa Kędzierskiego, Jana Kędzierskiego oraz Stefana Szuletę, który miał odzież przeciętą na plecach. Wśród zwłok ludzi obcych Kędzierska rozpoznała Bednarka, Pieruckiego i Walczaka oraz dziewczynkę w wieku 3 - 5 lat, która miała połamane nogi. - Obecna przy ekshumacji Maria Walczak rozpoznała zwłoki swego ojca, Józefa Walczaka, który miał rany postrzałowe na boku, zwłoki jej wuja, Andrzeja Fiłki jak również znajomych: Antoniego Bednarka, Józefa Pieruckiego, trzech Kędzierskich i dwóch Szuletów. Widziała również zwłoki dwóch młodych chłopców i dziewczynki ok. 5 lat, którzy mieli pochodzić z Marszałek.

Obecny przy ekshumacji Władysław Bednarek rozpoznał zwłoki swego brata Antoniego, który miał na lewym boku rozciętą marynarkę, a gdy mu ją zdjęto ujawniły się na ciele dwie rany, szerokie na dwa palce, pochodzące prawdopodobnie od ciosów bagnetem. Bednarek poznał również zwłoki Pieruckiego, który miał strzaskaną kość czołową oraz zwłoki Walczaka, Fiłki, Kędzierskich, Szuletów i dwojga nieznanych mu małych dzieci.

Eleonora Pierucka, której męża zabrali żołnierze niemieccy wraz z młodym Bednarkiem w nocy z 3 na 4 września dowiedziała się od ludzi, że za podwórzem Bochna w Mącznikach leżą jacyś pomordowani mężczyźni. Po upływie ok. tygodnia Pierucka przy ekshumacji zwłok stwierdziła, że zwłoki jej męża leżą na wierzchu prowizorycznej mogiły, lekko przysypane ziemią. Pierucki miał dużą ranę na czole z obnażonym mózgiem. Oprócz zwłok męża Pierucaka rozpoznała zwłoki Antoniego Bednarka, którego zabrano razem z mężem oraz zwłoki jej znajomych: Józefa Walczaka, 3-ch Kędzierskich, 2-ch Szuletów i Andrzeja Fiłki. Widziała również ona zwłoki Jana Jankowskiego, który został uprzednio zabity w pobliżu swoich zabudowań oraz zwłoki dwojga dzieci z Marszałek, dziewczynki ok. 5 lat i 8-letniego chłopca. Zwłoki Antoniego Pieruckiego rozpoznała również jego córka, Eleonora Raszewska, która zapamiętała, iż ojciec miał dużą ranę na przodzie głowy, tak jak gdyby go ktoś oskalpował.

Z prowizorycznej mogiły za podwórzem Bochna wydobyto również zwłoki Leona Kamzola, zam. w. Wielowsi, b. powiatu Ostrów Wlkp., którego zidentyfikowano na podstawie książeczki wojskowej, a następnie pochowano na cmentarzu w Giżycach.

Akt zgonów pomordowanych nie sporządzono. Ich personalia ustalono częściowo na podstawie odpisów aktów urodzenia oraz wywiadów i zeznań członków ich rodzin.

Ostateczna lista zamordowanych przez Wehrmacht w dniach 3-go i 4 września 1939 r. we wsi Mączniki przedstawia się następująco:

Jan Walczak, ur. 18 III 1885 r.

Antoni Bednarek, ur. 8 VII 1918 r.

Józef Pierucki, ur. 26 II 1895 r.

Stanisław Matyjak, ur. 20 X 1928 r.

Maria Stempniak, ur. 13 IV 1935 r.

Ignacy Stempniak, ur. 4 IX 1904 r.

Leon Kamzol, ur. 1913 r.

Józef Pierucki, w 1939 r. ok. 44 lat

Idzi Kędzierski, w 1939 r. ok. 33 lat

Józef Kędzierski, w 1939 r. ok. 65 lat

Jan Kędzierski, w 1939 r. ok. 17 lat

Antoni Szuleta, w 1939 r. ok. 75 lat

Stefan Szuleta, w 1939 r. ok. 17 lat

Andrzej Fiłka, w 1939 r. ok. 58 lat

Franciszek Nijak, w 1939 r. ok. 70 lat

Józefa Nijak, w 1939 r. ok. 54 lat

Jan Jankowski, ur. 24 VI 1871 r.

N.N. chłopiec z Marszałek, lat ok. 8

N.N. dziewczynka z Marszałek, lat ok. 5.

Źródło: Zbrodnie Wermachtu we wsi Mączniki, woj. kaliskiego (w) Zbrodnie hitlerowskie na Ziemi Kaliskiej, Kalisz 1979, s. 358-364

 

 Drugi opis pochodzi z publikacji o dziejach Grabowa n/Prosną z 1990 roku

Wobec polskiej ludności cywilnej oddziały Wehrmachtu, SS i bojówki V kolumny dopuściły się wielu zbrodni, m.in. w okolicach Grabowa.

Dnia 3 września 1939 roku, oddziały 24 DP zajęły wieś Mączniki. W nocy z 3 na 4 września, z niewyjaśnionych przyczyn wybuchła w okolicy strzelanina. Niemcy podpalili zabudowania najpierw w pobliskim Ostrowie Kaliskim, a następnie w Mącznikach, gdzie wpierw podpalono gospodarstwo Józefa Walczaka, u którego na noc zatrzymali się Stanisław Baś z Kaliszkowic, jego sześcioro dzieci, Marianna Filka i jej ojciec Andrzej Fiłka. Stanisław Baś z Marianną Filką i dwojgiem dzieci schowali się do pobliskiego lasu, Walczak z Fiłką umieścili pozostałe dzieci na wozach i odjechali z nimi na pobliskie pastwisko, gdzie po niewielu minutach zjawiło się kilkunastu żołnierzy niemieckich. Zabrali oni mężczyzn i dzieci ze sobą i zaprowadzili przed dom Józefa Bochnia w Mącznikach, przy którym zatrzymały się niemieckie pojazdy wojskowe i duża grupa żołnierzy. Obok wjazdu do obejścia stało sześciu lub siedmiu mężczyzn z rękoma podniesionymi do góry oraz czteroletnia dziewczynka. Dzieci Basia oraz Walczaka i Fiłka dołączono do szeregu i rozkazano im podnieść ręce do góry.

Po parodii ogłoszenia wyroku, żołnierze kolejnym mężczyznom zawiązywali oczy i prowadzili w głąb podwórza Bochnia, skąd dobiegały odgłosy strzałów. Gdy przyszła kolej na jedenastoletnią Janinę Baś, ta rzuciła się do nóg żołnierzom, błagając o darowanie życia. Wtedy jeden z żołnierzy wziął ją za rękę i odprowadził na bok. J. Baś wyprowadziła ze sobą z szeregu swego brata Bolesława, dwie młodsze siostry i nieznane jej dziecko, którego ojciec został już rozstrzelany.

Tej samej nocy żołnierze niemieccy zamordowali kilka innych osób, m.in. Czesława Matyjaka, Ignacego Stempniaka, śmiertelnie ranili czteroletnią Marię Stempniak i dziesięcioletniego Stanisława Matyjaka, którzy pozbawieni pomocy lekarskiej wkrótce zmarli, zginęła też zakłuta bagnetami Józefa Nijak i jej mąż Franciszek. Od bagnetów zginął także Jan Jankowski. Rano 4 września Maria Szkopek i jej ojczym weszli do opuszczonej przez właścicieli zagrody J. Bochnia, gdzie na podwórzu leżały zwłoki jedenastu mężczyzn i trojga dzieci, w tym trzyletniej dziewczynki i chłopca z urwaną nogą, prawdopodobnie od granatu ręcznego. Zwłoki nosiły ślady uderzeń bagnetami i kolbami karabinowymi. Ogółem w dniach 3 i 4 września 1939 roku w Mącznikach zginęło 19 osób, w tym sześcioro dzieci.

Źródło: Z dziejów Grabowa nad Prosną. Opracowanie zbiorowe pod red. Bogusława Polaka i Marka Rezlera. Kalisz 1990, Kaliskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk,s. 136 i 137